Zaburzenia odżywiania – czego mnie nauczyły?

Ręce trzymające w dłoniach sztućce, nad prawie pustym talerzem - symbol zaburzeń odżywiania

„Zaburzenia odżywiania? To ty się z nimi zmagałaś? Niemożliwe!”

Takie słowa słyszę najczęściej, kiedy dzielę się historią zmagań z anoreksją.

Wiele osób dziwi się, kiedy mówię im, że zmagałam się z zaburzeniami odżywiania. Nigdy nie byłam przeraźliwe chuda. A jednak fakt pozostaje faktem: spełniłam wszystkie kryteria diagnostyczne jadłowstrętu psychicznego.

Anoreksja to choroba psychiczna, podobnie jak inne zaburzenia odżywiania. Zaczyna się w głowie, ale dotyka każdego obszaru życia. Wysysa życie, kradnie czas i energię, odbiera radość.

Sama zmagałam się z nią około 10 lat z przerwami. Zdarzało się, że moja waga mieściła się w normie, były i takie okresy, kiedy BMI wskazywało na wychudzenie. Wykluczałam z diety całe grupy produktów, bez przerwy liczyłam kalorie, nie potrafiłam cieszyć się spotkaniami towarzyskimi, jeśli pojawiało się na nich jedzenie.

Tak, straciłam kawał życia. Ale wyciągnęłam z tego doświadczenia lekcje.

Chciałabym zainspirować cię do docenienia każdego czasu życia. Nawet tego najmroczniejszego. To właśnie chwile, kiedy nie widzimy przed sobą nawet kawałka drogi, często okazują się najbardziej przełomowe.


1. Zdrowie możesz stracić w jednej chwili, ale odzyskuje się je latami

Potrzebowałam trzech lat, by wyregulować hormony, odżywić organizm i wykształcić nowe nawyki. Dopiero niedanow mój przewód pokarmowy zaczął lepiej pracować.

Poszukiwania pomocy na własną rękę, a potem współpraca ze specjalistką zajęła mi sporo czasu.

Zdrowie to dla mnie nie tylko ciało. To też relacje, zdrowe środowisko, praca. Wszystko to straciłam w trakcie zaburzeń odżywiania. Wyizolowałam się od ludzi. Straciłam przyjaciół. Zupełnie przestało mi zależeć na pracy, na własnym rozwoju. Skupiałam się tylko na tym, by dotrwać do kolejnego posiłku, a nie realizować wzniosłe cele.

Tak działają zaburzenia odżywiania. Cała uwaga koncentruje się na jedzeniu, a reszta życia schodzi na dalszy plan.

Aby odbudować relacje, przedefiniować siebie na nowo, stworzyć nowy system wartości swoje potrzeba naprawdę sporo czasu. Bo żeby wyjść z anoreksji nie wystarczy tylko zacząć więcej jeść. Najpierw trzeba odnaleźć sens w codziennej walce ze sobą.

Zaburzenia odżywiania nauczyły mnie pokory wobec procesu zdrowienia. A także cierpliwości wobec siebie. I wyrozumiałości. I tego, że nie istnieje jedna prosta droga do zdrowia.


2. Sylwetka zmienia się szybciej niż myślisz

Nie warto budować poczucia wartości na wyglądzie. Ciało kobiety zmienia się nie tylko na przestrzeni lat, ale nawet w ciągu jednego miesiąca. Niektóre z nas zatrzymują wodę, innym zwiększa się w czasie cyklu obwód brzucha. Cykl miesięczny wpływa nawet na rysy twarzy.

Odkąd odzyskałam regularne cykle, bardziej ufam swojemu wewnętrznemu kompasowi.

O tym, jak dostrajam się do cyklu, przeczytasz więcej w tym artykule: Synchronizacja cyklu: moja droga do harmonii, uważności i życia w swoim rytmie

Wiem, że to, kim jestem, nie zależy od kształtu mojego ciała. Potrafię docenić siebie zarówno w szpilkach i makijażu, jak i w dresach.

Jestem  o wiele pewniejsza siebie, kiedy ważę trochę więcej. Bo nie przewracam się ze zmęczenia, tylko mam energię, by rozmawiać, myśleć, uczyć się, zbierać doświadczenia. Radość życia bije ze mnie (to nie moje słowa), i to ona stała się fundamentem mojego poczucia wartości.


3. Ucieczka to rozwiązanie na chwilę. O wiele lepiej podjąć walkę

Moja terapeutka nazywa anoreksję „śmiercią na raty”. Całkowicie się z nią zgadzam. Zaczęłam ograniczać jedzenie w momencie, gdy nie chciałam już dłużej żyć. Przestałam widzieć sens w codzienności. Nie radziłam sobie z wyzwaniami okresu dorastania.

Zaburzenia odżywiania pozwoliły mi uciec od problemów. Nie mierzyłam się z wyzwaniami, nie rozwiązywałam konfliktów, nie uczyłam się wyrażania swojego zdania, stawiania granic, nie walczyłam o marzenia. Każdy, nawet najmniejszy problem wydawał mi się górą nie do pokonania. W tamtym czasie jedynymi wyzwaniami były dla mnie egzaminy na studiach. Na nic więcej nie starczało mi sił. Całe dnie leżałam i czytałam książki.

Paradoksalnie to proces zdrowienia wymagał ode mnie uruchomienia mnóstwa zasobów, które pozwoliły mi na pokonanie szeregu problemów. Rozwiązywałam je stopniowo, krok po kroku, miesiąc po miesiącu, cykl po cyklu, aż w końcu spojrzałam za siebie i stwierdziłam: Nie boję się jedzenia.

To dzięki zaburzeniom odżywiania nauczyłam się o siebie walczyć i stawiać czoła wyzwaniom.


4. Nie znajdziesz spełnienia poza sobą

To właśnie zaburzenia odżywiania sprawiły, że zaczęłam rozumieć swoje ciało. Zaczęłam współpracować ze swoją naturą, zamiast działać przeciwko niej. Odkryłam cycle syncing i zakochałam się w tej metodzie.

Więcej o cycle syncing przeczytasz w tym artykule: Synchronizacja cyklu: moja droga do harmonii, uważności i życia w swoim rytmie

Przestałam odrzucać swoją kobiecość. Zaczęłam ją przyjmować. Kiedy tkwiłam po uszy w zaburzeniach odżywiania, całe dnie nosiłam czarne spodnie dresowe z białymi lamówkami. Nie robiłam makijażu, ani nie malowałam paznokci.

Zaburzenia odżywiania pokazały mi, kim jestem. Zrozumiałam, że naprawdę dobrze czuję się w kobiecym ciele. To nie ono było problemem, ale nieprzepracowane traumy. Widocznie potrzebowałam sięgnąć dna, żeby docenić to, kim jestem.

Kiedy zaczęłam uczyć się na nowo kochać siebie, przestałam gonić za osiągnięciami. Dotarło do mnie, że tej dziury we mnie nie wypełnią żadne studia, żadna praca, pieniądze, związek… Dopóki siebie nie kochałam, bez przerwy żyłam w stresie. Wiecznie gdzieś goniłam, usiłowałam udowodnić, ile znaczę, na jak wiele mnie stać. A po wyjściu z zaburzeń odżywiania priorytetem stała się dla mnie troska o siebie. Życie w sposób, który pozwala mi zachować zdrowie i pogodę ducha.


5. Pokochaj siebie, dopiero potem się zmieniaj

Myślę, że do dzisiaj tkwiłabym w zaburzeniach odżywiania, gdybym nie była świadoma istnienia wewnętrznego krytyka.

Więcej o wewnętrznym krytyku piszę w tym artykule: Wewnętrzny krytyk: skąd się bierze i czego od nas chce?

To jego głos wpędzał mnie w poczucie winy, gdy jadłam „zakazane produkty”. To jego głos nieustannie powtarzał mi, że „jestem za gruba i powinnam w końcu wziąć się za siebie”.

Nie poznałam jeszcze kobiety (z jednym wyjątkiem), która by nie zmierzyła się z krytycznymi głosami w swojej głowie. Jako kobiety mamy większe skłonności do perfekcjonizmu, udowadniania wartości, umniejszania siebie i robienia wszystkiego, co się da, aby zasłużyć na osiągnięcia. Nic więc dziwnego, że zaburzenia odżywiania znacznie częściej dotykają kobiety niż mężczyzn.

Odbudowa relacji z jedzeniem zaczęła się u mnie od … samowspółczucia. Mówiłam do siebie pełne czułości słowa. Tak jakbym dopiero uczyła się samodzielnego jedzenia. Nauczyłam się gotować i bilansować posiłki. Chociaż nie zawsze mi się chciało (a w zasadzie to nigdy mi się nie chciało, bo nie przepadam za gotowaniem), to jednak tłumaczyłam sobie, że robię to dla swojego zdrowia. 

Taki stan trwał prawie dwa lata. Wtedy moim jedynym celem było zapewnienie sobie bezpieczeństwa. Dopiero, kiedy poczułam się w swoim ciele jak w domu, mogłam wyznaczać nowe cele. Już nie motywowała mnie chęć udowadniania swojej wartości, ale rozwijanie swojego potencjału.

Dzięki zaburzeniom odżywiania zrozumiałam, że cele powinny wypływać z miłości do siebie. Wtedy pozwalają nam się rozwijać i stawać coraz pełniejszymi wersjami siebie.  


Na zakończenie

Jedna z moich koleżanek powiedziała, że dzięki przejściu takich doświadczeń, lepiej rozumiem innych. I że będę potrafiła im pomóc.

Czasami żałuję lat spędzonych na walce z ciałem. Straconych relacji, przegapionych szans, niezrealizowanych marzeń… Ale w takich chwilach przypominam sobie lekcje, jakie odebrałam przez lata chorowania. Bez nich nie byłabym tu, gdzie jestem dzisiaj. Na pewno nie zainteresowałabym się kobiecym zdrowiem i nie pisałabym tych słów.

Dlatego jestem wdzięczna za wszystko, co mnie spotkało. Przecież życie nie obiecało mi, że nie napotkam żadnych przeszkód. Ale za to ma mam możliwość wzrostu, dzięki każdemu doświadczeniu, nawet temu najbardziej bolesnemu.

Przewodnik po cyklu - pierwszy krok do zdrowia hormonalnego i psychicznego

Chcesz lepiej rozumieć swój cykl i odzyskać zdrowie hormonalne i psychiczne?

Przewodnik po cyklu pokaże Ci, jak wykorzystać zmienny poziom energii w ciągu miesiąca i jak wspierać swoje ciało na co dzień – łagodnie, świadomie i w zgodzie z Twoim rytmem.

Poznaj rytm swojego ciała !

Odbierz Przewodnik po cyklu – mini ebook, który pomoże Ci lepiej rozumieć siebie każdego dnia miesiąca.

Co dwa tygodnie otrzymasz też porcję wiedzy, inspiracji i praktycznych wskazówek, które pomogą Ci zwolnić tempo i zatroszczyć się o zdrowie.